piątek, 11 listopada 2016

Rozdział 24

Welcome everybody! Studentka filologii polskiej wita Was z powrotem! Nawet nie wiecie jak cudowne jest uczucie ogromnego natchnienia! Czasami nuda działa cuda i pozwala mi na triumfalny powrót! Mam nadzieję, że nie spieprzyłam tego rozdziału i będzie się go wam bardzo miło czytało. Dziękuję wszystkim oczekującym za wyrozumiałość i teraz nadszedł czas na waszą nagrodę <3 Życzę Wam miłej lektury! I pamiętajcie - czytacie - komentujecie!
---------------------------------------------------------------
Zmianę na początku było widać tylko w jego oczach. Stały się "rozumiejące", można by rzec, w przeciwieństwie do poprzednich miesięcy... Rozglądał się niepewnie po twarzach Śmierciożerców, aż natknął się na Tenebris. Próbował sobie coś przypomnieć, to było pewne, ale miał z tym duży problem. Do czasu.
Z ogromnym hukiem zjawili się ścigający ich aurorzy oraz członkowie Zakonu Feniksa. Na ich czele stał, oczywiście, sam Albus Dumbledore, w towarzystwie Ministra Magii i szefa aurorów. Ich miny, choć poważne, przejawiały ekscytację. Ogromnie cieszyli się na myśl o możliwości schwytania samej córki Lorda Voldemorta.
Harry Potter spojrzał na przybyłe postacie i od razu zawrzał w nim szaleńczy gniew. Zwężyły mu się źrenice i obnażył zęby, jakby chciał kogoś pogryźć. Wyglądał groźnie, co nie było do niego podobne.
-Ty... - warknął, wskazując palcem na dyrektora Hogwartu, za chwilę wybuchając szyderczym śmiechem. - Niezły z ciebie śmieć! A pomyśleć, że byłem taki durny, aby ci ufać...
Dumbledore zmarszczył brwi. Był wyraźnie zmieszany, a było to dziwne w jego przypadku. Przez chwilę zastanawiał się i otwierał, i zamykał usta, jakby chciał coś powiedzieć. 
-Harry? - niepewnie zapytała Tenebris.
-Ten skurwysyn rzucił na mnie imperiusa! Ni chuja nie wiem co robiłem! Mógł ze mną zrobić co mu się podoba! - krzyczał Harry - Nie zostawię tego bez zemsty...
Minister Magii i szef aurorów zesztywnieli, tak samo jak członkowie obu zespołów. Zaczęli nerwowo między sobą szeptać i zerkać na przywódcę Zakonu Feniksa. Wszyscy wydawali się być oburzeni jego poczynaniami, ale równocześnie wiedzieli, że on jako jeden z niewielu jest o tyle silny, aby walczyć z czarnoksiężnikiem.
Albus wyprostował się dumnie, gotów do walki z każdym, kto podniesie na niego różdżkę. Jego spojrzenie stało się złowrogie, jakby parał się czarną magią od wielu lat. Minister Magii cofnął się. W jego głowie szalały myśli i już miał unosić różdżkę, kiedy zrezygnował. Stary czarodziej uśmiechnął się triumfalnie i napuszył. Zwrócił więc swoją uwagę na młodego mężczyznę, nadal wściekle patrzącego na niego.
Tymczasem Śmierciożercy zdążyli porozumieć się ze sobą. Lestrange dotknęła delikatnie ramienia Harry'ego.
-Podoba mi się to, skarbie... - mruknęła mu do ucha Bellatrix- Ale teraz dość, będziesz miał swój czas... Musimy stąd uciekać, później zaplanujemy zemstę...
Harry nawet nie miał czasu na zastanowienie się. Po wypowiedzeniu tych słów od razu rzuciła mordercze zaklęcie, które ugodziło szefa aurorów prosto w pierś.
Wszystko działo się bardzo szybko. Nim jasna strona zrozumiała co się stało, Śmierciożercy rzucili jakiekolwiek zaklęcia. Kolorowe zaklęcia śmigały w każdym możliwym kierunku. Gdy wybuchło zamieszanie słudzy Czarnego Lorda przemienili się w kłęby czarnego dymu i odlecieli. Zanim ruszyli w pościg, tamci zdołali już zniknąć z pola widzenia.


W mrocznym dworze Lorda Voldemorta od kilku godzin trwał nieustannie harmider. W specjalnym pomieszczeniu leżało wiele rannych osób. Śmiało można by je nazwać skrzydłem szpitalnym.
Teodor Nott miał zabandażowane ramię, które zrastało się bardzo powoli. Oberwał bardzo paskudnym zaklęciem i na początku było ciężko. Teraz czuł się już o wiele lepiej, czego nie można było powiedzieć o Draconie. Młody Malfoy wciąż był nieprzytomny. Znajdował się w odosobnieniu, aby nikt nie przeszkadzał mu oraz osobom zajmującym się nim.
Tenebris podeszła do swojego narzeczonego i usiadła na krześle obok jego łóżka. Za chwilę podszedł do niej Lucjusz.
-Miał szczęście, że zajęliśmy się nim szybko. - powiedział - Później mógłby być problem. Teraz jego stan jest o wiele lepszy niż na początku, ale to nadal za mało. Nie martw się, wyliże się z tego. W końcu jest moim synem.
Dziewczyna uśmiechnęła się smutno i podziękowała swojemu przyszłemu teściowi. Mężczyzna kiwnął głową i zostawił ją sam na sam z synem. Riddle ujęła dłoń Dracona i odetchnęła ciężko. Popatrzyła przez chwilę na jego twarz, a później zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. 
Rudolphus i Evan siedzieli obok siebie. Lestrange miał rozciętą skroń przez takie samo zaklęcie, jakie trafiło młodego Nott'a. Avery zaś miał poharatane udo. Z tego, co słyszała, oberwał podczas ucieczki. Opatrywali ich Rabastian i Augustus, a Eria z Lucy roznosiły rannym eliksiry. Wszystko było oczywiście pod nadzorem Mistrza Eliksirów, który w skupieniu zajmował się poważniejszymi obrażeniami. 
Największe zainteresowanie zdobył jednak Potter, który również leżał w tej sali. Wszystkich zaskoczyło, że Czarny Pan zdecydował się umieścić chłopaka w szpitalu, a nie w lochu. Przez chwilę był ponownie badany przez Narcyzę. Kobieta sprawdzała czy aby na pewno jest wszystko w porządku z jego umysłem. Imperius bardzo często wyrządzał poważne szkody. Kiedy pani Malfoy upewniła się, że wszystko jest dobrze, podała mu jeszcze kilka eliksirów wzmacniających i odeszła pomóc innym. Wtedy Harry odwrócił się w stronę Tenebris i uśmiechnął się. 
Córka Lorda Voldemorta odwzajemniła gest i opuściła swojego narzeczonego. Szybkim krokiem zjawiła się obok łóżka Złotego Chłopca. Młody mężczyzna uniósł głowę, aby spojrzeć na swoją koleżankę. 
-Jak się czujesz? - zapytała łagodnie.
Harry uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Jakbym miał wyjęte pół roku z życia. - rzucił sarkastycznie.
Riddle nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. Chłopak również zaczął chichotać i szczerzyć się jak głupi.
-Kto by pomyślał, że Księżniczka Ciemności ruszy mi na ratunek... - powiedział poważnie.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Nigdy nie byliśmy wrogami, Harry. Biorąc pod uwagę fakt, że stary pierdziel chce wszystkich zdominować, aby chodzili jak w zegarku na jego życzenie lub zabić, jeśli nie będą go słuchać. I on do tego nazywa się tym "dobrym", a tak na prawdę prawie nie różni się od mojego ojca. Nie mogę pozwolić na to, aby jakiś hipokryta niszczył życie mi i moim przyjaciołom z powodu mojego pochodzenia. Gdzie ja nawet nie miałam zamiaru walczyć w imieniu taty... - oznajmiła Tenebris.
Potter zmrużył oczy i uśmiechnął się szyderczo.
-Nie miałaś zamiaru? - powtórzył.
-Ideały się zmieniają. Dumbledore będzie dążył do tego, aby Cię odzyskać lub zabić, jeśli uzna, że jesteś opętany przez Czarnego Pana. Severus jest tego pewien, ale nie wiemy do jakich celów będzie chciał ten fakt wykorzystać. Niestety on już nie może szpiegować Zakonu. Akcja ratowania ciebie była poświęceniem tak ważnej dla nas funkcji szpiega.
-Wszystko moja wina?
-Starego dupka, oczywiście.
Harry uśmiechnął się wrednie, choć było widać, że stara się ukryć szalejące emocje. Tenebris westchnęła, kiedy rozległ się krzyk.
-TENEBRIS!!!
Potter zerknął na zdenerwowaną dziewczynę.
-Taaaak, to nie brzmi dobrze. - powiedział cicho.
-Niestety. - mruknęła pod nosem i ruszyła w stronę wyjścia. 


Tymczasem w siedzibie Zakonu Feniksa, w Grimmauld Place 12, odbywało się zebranie. Sytuacja była bardzo napięta. Dyrektor siedział na krześle i stukał różdżką w stół. Reszta Zakonu milczała i czekała na wyjaśnienia ze strony Dumbledore'a. Tylko jedna kobieta nie mogła wytrzymać.
-Mam już dość,  Albusie! - wybuchła - Masz dosłownie chwilę na wytłumaczenie się, zanim transmutuję cię w mysz i rzucę kotu na pożarcie! Jakim prawem użyłeś zaklęcia niewybaczalnego na Potterze?! Czym ty się różnisz od Sam-Wiesz-Kogo?
Starzec zachichotał pod nosem i poprawił okulary.
-Jak zwykle w gorącej wodzie kąpana. Oh, droga Minervo... -powiedział życzliwie, po czym spoważniał. - Miałem może pozwolić na rozwijającą się znajomość Harry'ego i panny Riddle? Jestem pewien, że w odpowiednim czasie zrobiłaby świństwo podobne do tego, które zrobiła Ronaldowi! - krzyknął.
Pani Weasley zakryła usta dłonią i zaszlochała na wspomnienie syna. Artur objął ramieniem żonę i uważnie słuchał dalszych słów starca. Profesor kontynuował pomimo wybuchu emocji u rudowłosej rodziny.
-A może poczekałaby na jakąś lepszą okazję i podała mu amortencję? Wtedy Harry byłby u jej stóp i mogła go wykorzystać do celów Voldemorta... Nie mogłem na to pozwolić, o nie... Ale Harry był zbyt uparty i pokłóciliśmy się. Chciałem po dobroci namówić go do zerwania z nią kontaktów, ale nie udało się. Nie mogłem jej także wyrzucić ze szkoły bez powodu, to by odbiło się na Hogwarcie. Dlatego zdecydowałem się na taki krok. 
-Z głupich powodów odebrałeś wolną wolę dziecku, Albusie! - oburzyła się McGonagall. - Panna Riddle nie przejawiała woli ojca, dopóki nie wtrąciłeś się między ich relacje. Teraz dla ich obojga może być za późno!
Zgromadzeni popatrzyli na kobietę zdziwieni. Dyrektor powstał i wysyczał:
-Insynuujesz coś?
-A myślisz, że pan Potter będzie chciał do ciebie wrócić po tym, co mu zrobiłeś? - zapytała z politowaniem. -Co ludzie na to powiedzą? Harry był ich nadzieją na wygraną!
-Zabijemy go. - beznamiętnie odparł Dumbledore.
Profesor Transmutacji usiadła z wrażenia. Nie mogła nic powiedzieć z powodu szoku, tak samo jak pozostali członkowie Zakonu Feniksa. Tylko Tonks odważyła się zapytać.:
-Ale jak to zabijemy? 
-Normalnie. Powiemy ludziom, że Potter znajdował się pod władzą Voldemorta. Nie mogliśmy go wyrwać z zaklęcia, więc pozostało tylko takie wyjście. Voldemorta zabiję osobiście. Prosty plan?
McGonagall powstała ze swojego miejsca. Karcącym spojrzeniem uraczyła dyrektora.
-Jesteś niemożliwy, Albusie. Nie chcę pracować dla takiego potwora jakim jesteś ty. - powiedziała stanowczym tonem i zniknęła w płomieniach płonącego kominka. 

poniedziałek, 17 października 2016

SOWA!

Witom ja wos po baaardzo długiej przerwie. Co tu się dużo tłumaczyć - matura, a potem wakacje, a wiadomo, że najlepsze rozdziały pisze się na lekcjach. ;) Jednak o opowiadaniu nie zapomniałam, choć nowego rozdziału jeszcze nie ma. Mam nadzieję, że nadrobię to na wyjątkowo nudnych wykładach :) Wytrzymajcie jeszcze troszkę, mam nadzieję, że powrócę z nową energią :)

piątek, 26 lutego 2016

Rozdział 23

 Zeszli do lochów. Dali reszcie sygnał do działania. Ubrani swobodnie ruszyli w stronę Wieży Gryffindoru. Byli pełni obaw, przecież zawsze coś mogło pójść nie tak. Stres dosłownie ich pożerał. Westchnęli ciężko.
-Masz hasło? - zapytała Blasea.
-Oczywiście, Księżniczko Ciemności. - Zabini odpowiedział  dziarskim głosem.
 Odbiegł od nich. Kątem oka zauważył, że poszli w umówione wcześniej miejsce. Przyspieszył. Im bardziej będzie wyglądał na zmęczonego tym lepiej. Na schodach złapał zadyszkę. Wyśmienicie. Był jednym z niewielu, który był pewien swojego powodzenia.
-"Odpocznę później" - pomyślał i przyspieszył.
 Pod portretem Grubej Damy wykrzyknął hasło. Zaskoczona otworzyła przejście i chłopak wpadł do środka. Niecodziennie do Domu Lwa wpadał Ślizgon. Blase był bardzo dobrym aktorem. Na środku Pokoju Wspólnego oparł się o kolana i wysapał.
-Harry Potter! - zakaszlał, a wspomniany chłopak podniósł się. - Dyrektor cię wzywa. - zakaszlał jeszcze raz. - Szybko, to pilne!
 I wybiegł odprowadzony zszokowanymi spojrzeniami. Harry poprawił okulary i wybiegł za nim. Pędzili do gabinetu Dumbledore'a, ale po drodze była zasadzka. Czarnowłosy chłopak nie zdążył zareagować i Draco zarzucił mu worek na głowę. Zaklęciem został związany jak prosię. Złapali go za ręce i nogi.
-Do bramy, już. - warknęła Riddle.
 Była zdenerwowana całą sytuacją, ale nie mieli wyboru. Szybko przemierzali korytarze, starając się unikać przy tym zbędnych świadków. Wystarczyły im same portrety, które same nie wiedziały, czy jest to kolejny dowcip uczniaków. Zatrzymali się przed wyjściem. Na dziedzińcu nie było nikogo. Po cichu przemieszczali się między kolumnami. Tenebris poszła pierwsza. Na końcu zabudowanego terenu rozejrzała się. Mieli szczęście. Pod bramą był tylko Severus. Pobiegli do niego, a ten od razu zaczął zdejmować zaklęcia ochronne. Metalowe drzwi otworzyły się i wszyscy razem udali się szybkim krokiem do Hogsmade. Tam mieli się spotkać z innymi Śmierciożercami.
-Pospieszmy się, zanim... - zaczął mówić Snape, gdy czerwony promień śmignął mu koło ucha.
 Około dwudziestu członków Zakonu Feniksa ścigało ich.
-Pierdolony Zakon! - zaklął siarczyście Snape odbijając przy tym kolejną klątwę.
 Zaczął się ostrzał. Był on silny i ciężko było się bronić. Byli jeszcze zbyt daleko od miasteczka i nie wiedzieli czy wsparcie w ogóle przybędzie. Nott oberwał w ramię. Krwawił mocno, ale ciągle trzymał Pottera. 
-Trzymaj się! - krzyknęła Tenebris.
 Walka była zacięta, choć zwolennicy Dropsa mieli przewagę liczebną. Po kilku minutach zaczynali przegrywać. Dwie osoby zostały ogłuszone, a kilkoro odniosło obrażenia. Ostatnia czwórka broniła zdobyczy. 
 Zaklęcia świstały im koło głów, a oni pomału opadali z sił. Blase miał rozciętą nogę, ale nadal walczył. Nott stracił dużo krwi. Oberwał także silnym zaklęciem, przez co stracił przytomność.  Parkinson była ogłuszona, a Dracon... Chłopak miał silny wstrząs mózgu. Tenebris, Severus, Blase i Astoria dyszeli ciężko.
-Poddejemy się? - zapytała nieśmiało Greengrass.
-Zgłupiałaś? Pewnie od razu wykonają na nas egzekucję! - oburzył się Zabini.
-Blase ma rację. - odezwał się Mistrz Eliksirów. - Musimy walczyć dalej. 
 Rzucali klątwy i odbijali je zarazem. Słabli z każdą sekundą. Artur Weasley zamachnął się różdżką, kiedy trafił go czerwony promień.
-Wsparcie... - odetchnęła Riddle. 
 Chmara Śmierciożerców przypuściła wściekły atak. Dwoje z nich, Augustus i Evan, przylecieli do pozostałej czwórki. 
-Nic wam nie jest? - zapytał Avery.
-Nie do końca. - Zabini wskazał swoją nogę. - Ale nie mamy czasu.
-Trzeba wziąć rannych, zanim zrobi to Zakon! I trzeba też dotrzeć do świstoklika...
 Mężczyźni podnieśli po jednej osobie i spróbowali się teleportować.
 Zaklęcia antyaportacyjne.
-No bez jaj! - burknął Rookwood.
-Trzeba polecieć. - stwierdził Evan, biorąc przy tym kolejną ranną osobę.
 Tak też zrobił Augustus. Odlecieli. Korzystając z zamieszania Snape przerzucił Pottera przez ramię.
-Złapcie się mnie i nie puszczajcie! - polecił.
 Tenebris i Blase złapali go za ręce i po chwili zmienili się w kłęby czarnego dymu. Wylądowali w Hogsmade, gdzie czekał na nich Lucjusz.
-Co tak długo? - burknął.
-Towarzystwo. Dracon jest ranny, ale już go zabrano w bezpieczne miejsce. 
 Malfoy zacisnął usta i zaprowadził ich do uliczki. Czkał na nich świstoklik - stara rękawiczka. 
-Za chwilę przeniesiemy się do Gringotta. czekają tam Lestrange.
 Złapali się za świstoklik i po chwili wylądowali w przestronnym, bogato zdobionym korytarzu. 
-Już się bałam, że nie przybędziecie.. - powiedziała Bellatrix. - Pięć minut temu przyszliśmy. Zdążyli wezwać ochronę. - wskazała głową na trupy. - Pospieszmy się , aurorzy niedługo tu będą. 
 Wsiedli do wagonu z Harrym w worku na głowie. Szarpał się coraz mocniej. Rudolphus spuścił hamulce. W tym samym czasie wpadli aurorzy z Dumbledorem na czele. Rozpoczął się szalony pościg za pędzącym wagonem. Znów świstały ponad ich głowami zaklęcia. Byli już blisko, coraz bliżej i... 
 Strumienie lodowatej wody zmoczyły ich, a wagon wypadł z toru. Upadek nie był bolesny. Tenebris szybko zdjęła worek z głowy Gryfona. W tym samym czasie dopali ich aurorzy. Ale Harry nie był tym samym chłopakiem, co przed chwilą.
________________________
Wiecie co? Udało się. I znaleźć chwilę czasu, i nabazgrolić coś na niemieckim, a później to przepisać. To nie to, że mi się nie chciało, jakby ktoś chciał mi zarzucić. Matura is coming, goodbye wena! Więc ponownie proszę o nie sranie się z 'KIEDY NASTĘPNY", to męczy. Wiem, że czekacie, ale nie jestem robotę, a maturzystę. To zobowiązuje. Dziękuję i do napisania kiedyś... (ale wrócę. luz.)

czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział 22

 Ranek był szokiem dla czarodziejskiego świata. Na pierwszych stronach gazet widniała twarz młodego człowieka. "Młody Weasley popełnił samobójstwo!" - krzyczeli chłopcy roznoszący egzemplarze "Proroka Codziennego". W Hogwarcie zaś było spokojniej. Czysty depresyjny nastrój. Wszędzie cisza, tylko słychać było deszcz uderzający o okna.
 Flagi pokryte były czernią, a na środku każdej z nich umiejscowione było godło szkoły. Nauczyciele ubrani byli w żałobne szaty, a czarna wstęga przyczepiona do drzwi Skrzydła Szpitalnego symbolizowała zakaz wstępu. Lekcje zostały odwołane do końca tygodnia.
 Wszyscy zebrani zostali w Wielkiej Sali. Dyrektor przemawiał, a wśród uczniów panowało coraz większe niedowierzanie. Tylko nieliczni zostali obojętni. Gdy zakończono wszelkie mowy nakazano młodzieży powrócić do swoich dormitoriów. Kilka osób, najbliższych przyjaciół, miało iść do Skrzydła Szpitalnego pożegnać się ze zmarłym.


 W Pokojach Wspólnych aż huczało od plotek. Nie ominęło to Slytherinu. Tenebris starała się nie zwracać na nich uwagi i pochłonęła się w lekturze. Obok niej usiadł Dracon. Zamyślony kątem oka obserwował swoją narzeczoną. Po jakimś czasie odezwał się:
-To twoja sprawka. - stwierdził.
-Przecież powiesił się sam, nie pleć głupot, koteczku. - mruknęła lekceważąco.
-Ale coś go do tego zmusiło. Cóż żeś znowu wymyśliła? Nigdy nie robiłaś takich numerów...
-Koszmary do odwołania lub usranej śmierci. - szepnęła. - Był zbyt dumny aby zejść mi z drogi. Nie chciał mnie błagać o litość. Prawdziwy Gryfon, choć do czasu.
-Tak, to do niego podobne. - zgodził się. - Jestem pewien, że to dziewczyny cię namówiły.
 Ciszę potraktował jako potwierdzenie. Nie mówił już nic. Ramieniem objął dziewczynę i ucałował ją w skroń. Nie nacieszyli się spokojem. Podbiegł do nich drugoroczny chłopak. Był przestraszony. Drżącym głosem powiedział:
-Profesor Snape was wzywa do swojego gabinetu...
 I odbiegł. Tenebris warknęła i leniwie podniosła się. Miała nadzieję na spokojny dzień. Draco wstał tuż po niej i chwycił ją lekko w pasie.
-Chodźmy, nietoperz nie lubi czekać zbyt długo. - szepnął jej do ucha.
 Dojście na miejsce zajęło im leniwe pięć minut. Zapukali i po chwili drzwi otworzyły się same. Pierwsze, co usłyszeli, to były gratulacje. Irytowało to dziewczynę, która po chwili nie wytrzymała:
-CZY NA PRAWDĘ TO AŻ TAK WIADOME, ŻE TO Z MOJEJ WINY?!
 Profesor zamilkł na chwilę, wzruszył ramionami i zaczął czegoś szukać. Przez chwilę słychać było tylko szelest papieru. 
-Mam. - podniósł się z kopertą w ręce. - Trzeba tylko obmyślić plan i go zrealizować. Jest tylko jedno pytanie. Czy jesteś absolutnie pewna, że będzie chciał z nami po tym wszystkim współpracować?
-Tak i nie zdziwiłabym się, gdyby nie tylko on...


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 Był już maj. Ciepły wietrzyk pieścił twarze Dracona i Tenebris. Byli na Wieży Astronomicznej. Słońce pomału chowało się za pagórkami, barwiąc niebo na piękne odcienie różu i pomarańczy. 
 Nie mogli być już bardziej gotowi niż teraz. Przez całą wiosnę opracowywali bardzo szczegółowy plan. Nocami wymykali się z Hogwartu pod czujnym okiem Snape'a, który pilnował, aby dyrektor o niczym się nie dowiedział. Młoda Riddle była mu ogromnie wdzięczna. Wiedziała, że w Hogsmade czekają już wybrani do eskorty. Tylko teraz muszą sobie sami poradzić. 

_________
Wybaczcie po raz setny, ale już jest! Nieco na siłę, przyznam bez bicia, ale dzieje się u mnie tyle negatywnych rzeczy, że chcę spać pod kołdrą co studniówki, wyjść na studniówkę i z powrotem do tajnej bazy... Powiem tyle, że akcja się rozkręca i nawet ja byłam zaskoczona swoim pomysłem ;) To taki lekki wstęp, następny rozdział dostarczy wiele emocji!
ps. Najlepszego w Nowym Roku :*

czwartek, 10 grudnia 2015

SOWA!

MEGAMOCNO WAS PRZEPRASZAM!
Nie pisałam już długo. Ciągle nie mam weny na ten rozdział, ale też nie mam szansy się na nim skupić. Co tydzień mam jakieś (średnio) dwa sprawdziany, choć w tym akurat mi się upiekło. Co się dziwić - jutro wystawienie ocen. W międzyczasie moja stara klawiatura umarła śmiercią naturalną. Postaram się nad nim jakoś głębiej pomyśleć podczas jutrzejszego niemieckiego :p Bądźcie cierpliwi - kocham was!

piątek, 30 października 2015

Rozdział 21

 Podróż mijała spokojnie. Do końca zostały dwie godziny, więc w przedziale była tylko Tenebris i Dracon. Deszcz zatrzymywał się na szybie, a krople co chwila tworzyły nowe ścieżki, którymi spływały w ciągu kilku sekund. Na parapecie leżały dwa niezjedzone ciastka dyniowe.
 Zajęli ostatni przedział, więc było tu całkiem cicho. Riddle leżała oparta o ramię swojego narzeczonego. Wreszcie miała czas, aby pomyśleć. Wcześniej rozgadane dziewczyny nie dawały jej spokoju. 
 Pamiętała jak pierwszy raz zraniły ją słowa Dracona. Było to w czwartej klasie podczas trwania Turnieju Trójmagicznego. Chłopak nie wyzywał jej zbyt często, więc raczej nie miała prawa aby się tym przejmować. Ale przejęła się i to bardzo. Postanowiła go unikać, przecież nie mogła sobie pozwolić na takie słabości. Chciała się skupić na nauce. I wychodziło jej to, ale... Zaczynało jej go brakować. Jego wyglądu, głosu, nawet zapachu. Była zła z tego powodu, przecież się nienawidzili. Ostatnie dni w sierocińcu dały jej się we znaki. Nie było go nigdzie. Nie rozumiała dlaczego aż tak bardzo pragnie jego towarzystwa, dopóki nie przyśnił jej się jednej nocy. I drugiej. I jeszcze kolejnej. Odkryła przyczynę. Była zakochana. Tak beznadziejnie zakochana w arystokracie, który patrzył na nią jak na psie gówno na trawniku. 
 A teraz? Mogła chłonąć jego zapach przy każdej najbliższej okazji. Miała prawo do słuchania jego głosu przy jakiejkolwiek rozmowie. Mogła wszytko. Czuła się tak, jakby dawno utracone skrzydła powróciły do niej. 
 Uniosła głowę i musnęła wargami policzek blondyna. Draco odwrócił się zaskoczony. Tenebris uśmiechnęła się nieśmiało i ponownie oparła się o jego ramię. Była pewna, że zrozumiał. 


Duże zamieszanie wokół nich wybuchło w Wielkiej Sali, gdy weszli do sali. Malfoy z dumą obejmował Księżniczkę Ciemności, która machała znajomym. Zanim wstał dyrektor dało się słyszeć głupawe chichoty oraz można było wyczuć setki par oczu starających się wychwycić jakieś pikantniejsze szczegóły. Sędziwy pedagog życzył im smacznego i na stołach pojawiły się potrawy i desery. Zjedli w spokoju, co jakiś czas odpowiadając na pytania o święta zadawane przez kolegów z roku. 
 Dyrektor powstał po zakończonej uczcie i przemówił:
-Mam nadzieję, że wszyscy wypoczęli w te święta! Przed wami drugi semestr i dużo nauki...
 Tenebris nie słuchała go. Jej wzrok spoczął na Harry'm, z którym działo się coś dziwnego. Dziewczyna mogła przysiąc, że jego oczy, wlepione w nią, stawały się bardziej świadome, choć kosztowało go to wiele wysiłku. 
-Pomóż mi! - krzyknął zrozpaczony i po chwili znów był omamiony. 
-Harry? - odezwała się Hermiona, wyraźnie zaniepokojona. - Wszystko w porządku?
 Uśmiechnął się nienaturalnie do koleżanki.
-Jasne! Musisz mi pomóc w nauce! - odpowiedział z entuzjazmem.
 Zdecydowanie coś tu nie pasowało. 
 Gdy usiedli przed płonącym zielonym ogniem kominkiem Riddle była pogrążona w myślach. 
-Potter nie jest sobą. - powiedziała z końcu.
-Co? -zdziwił się Draco. - O co ci chodzi?
-Podejrzewam, że Potter jest pod imperiusem. To by wyjaśniało jego zachowanie.  Wpadłam na to jak krzyknął "pomóż mi" w Wielkiej Sali. 
 Blondyn westchnął ciężko i zastanowił się przez chwilę.
-Tak, to by wyjaśniało jego zachowanie. Co zamierzasz z tym zrobić? 
-Nie wiem. - odparła zrezygnowana


 Po kilku dniach udała się na Wierzę Astronomiczną. Po dwudziestej pierwszej nikogo tu nie było. Usiadła na parapecie i wyjęła przyrządy do pisania.

Ojcze,
pragnę podzielić się z Tobą ciekawą informacją. Chodzi o Pottera. Podejrzewam, że jest on pod działaniem imperiusa rzuconego przed Dumbledore'a. Podczas kolacji próbował przełamać klątwę, ale nie udało mi się. Widziałam w jego oczach. Uważam, że prawdziwy Potter nie popiera Dumbledore'a. Rozmawiałam z nim o tym na początku roku szkolnego, choć nie dawał jasnej odpowiedzi. 
Chcę przełamać tę klątwę. Jeżeli Potter przejdzie na naszą stronę podetniemy społeczeństwu skrzydła. Proszę Cię o pomoc. Słyszałam o zaczarowanej wodzie, zmywającej każdą klątwę, w Banku Gringotta. Myślisz, że zachowa ona swoje magiczne właściwości poza tym miejscem?
Twoja córka


Ron z dnia na dzień wyglądał coraz gorzej. Cienie pod jego oczami były prawie czarne i zapadły mu się policzki. Było to efektem klątwy, która dokuczała mu bardziej niż poprzednio. Nic nie jadł, prawie nie spał. Był wrakiem człowieka, żyjący w ciągłym strachu. 
 Jego stanem zdrowia bardzo interesowała się Hermiona. Swoimi obawami podzieliła się z profesor McGonagall. Rudzielec wylądował w Skrzydle Szpitalnym. Pielęgniarka oznajmiła nauczycielce, że chłopak się przepracowuje i zostawiła go na noc, podając mu Eliksir Słodkiego Snu. Jednak jego sny nie były słodkie. Klątwa nadal działała, ale nie mógł się obudzić. Rano wyglądał jak po ataku dementora. 
 W środku stycznia już się nawet nie odzywał. Wszędzie widział pająki ogromne i włochate, paskudne. Na lekcjach wpatrywał się w jeden punkt i nawet drący się nad jego uchem Snape nie robił na nim żadnego wrażenia.
 Szesnastego stycznia było podobnie. Siedział skulony w kącie i wodził wzrokiem po suficie. Znalazł jedną interesującą go rzecz. To była jego ostatnia deska ratunku. 
 O północy wymknął się z dormitorium. W drżących, kościstych dłoniach trzymał gruby sznur. Pięć minut poświęcił na sploty i przymocowywanie. Po chwili czerwony fotel przewrócił się, aby odegnać koszmar na zawsze.

___________
I oto kolejny rozdział! Piszcie, czy Wam się podoba :) Jest krótko, ale w następnym mam zamiar napisać trochę więcej :P


poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 20

Czytasz? = Komentujesz!

Ten ranek był jednym z najgorszych, jakie przytrafiły się jej w życiu. Po śniadaniu, ona i Dracon, stawili się w salonie. Zasłony były rozsunięte, za oknem prószył śnieg. Zapowiadał się śliczny dzionek, ale widok, jaki zastali, zwiastował co innego. W fotelu siedział Czarny Pan, a obok niego państwo Malfoy. Nastroje mieli wyśmienite, a to na pewno świadczyło o niczym dobrym.
-Usiądźcie. - powiedział Voldemort uroczystym tonem. - Ufam, że znacie dokładnie prawo czarodziejów czystej krwi.
 Pokiwali głowami. Draco, jako członek arystokratycznej rodziny, zaznajomiony był z tym od dziecka. Tenebris zaś uczyła się go dopiero podczas minionych wakacji. Było jej ciężko pojąć niektóre sprawy i dopiero po wielu wyjaśnieniach mogła przyjąć to do wiadomości.
-Wyśmienicie. Macie już 15 lat, za dwa lata kończycie szkołę... Już najwyższa pora, zanim strzeli wam coś do głowy... - Lord spoważniał i machnął różdżką, a na palcach serdecznych nastolatków zalśniła złota obręcz i znikła. - Od dziś jesteście zaręczeni. Wieczorem odbędzie się bal i dopiero na nim się zobaczycie. Możecie już odejść do swoich pokoi.
 Pierwsza odeszła Tenebris. W biegu pokonała drogę do swoich komnat. Rzuciła się na łóżko. Natłok myśli i emocji zrobił swoje. Nigdy tak się nie czuła. Szloch wyrwał się jej z piersi, choć nie chciała ukazywać swojej słabości.
 W czasie, gdy próbowała się uspokoić, zjawiła się Bellatrix. Miała ze sobą białą suknię i inne przedmioty. Skrzywiła się lekko widząc dziewczynę w takim stanie. Nigdy nie była osobą wyrozumiałą, ale teraz miała inne rozkazy. Nie mogła od tak nawrzucać córce swojego pana.
-Dracon to dobra partia. Nie masz o co się martwić. Powinnaś być dumna. - rzekła chłodno.
 Riddle podniosła się i otarła łzy. Odetchnęła głęboko i zaczerwienionymi oczami spojrzała na kobietę. Opierała się o ścianę i mierzyła ją lekko krytycznym wzrokiem. Czuła się nieswojo ukazując swoją słabość, ale ciężko jej było zaakceptować to, co się wydarzyło.
-Łatwo ci mówić... Nie powiesz mi przecież, że ty także byłaś dumna wychodząc za Rudolpha.- wyszeptała.
-Byłam świadoma swojego obowiązku. - odparła krótko i ruszyła do łazienki.
 To będzie ciężki dzień.


 W swoim pokoju przebywał także Dracon. Krążył nerwowo po pokoju, a jego ścieżki obserwował stojący spokojnie Rudolph. Trzęsły mu się ręce i miał ochotę rozwalić wszystko na swojej drodze.
-To zniszczy naszą przyjaźń, wujku! Jak mam być spokojny, kiedy widziałem jej reakcję? - chłopak prawie krzyczał.
-Dziewczyna jest z nami od wakacji. Nie jest wychowana w świadomości, że to rodzice wybierają jej partnera. - mówił spokojnie mężczyzna. - Zrozumie. Chodź się przygotować.
-Nic nie rozumiesz... Boję się, że ją stracę...


Gwar, który przedostawał się przez wielkie wrota, świadczył o ogromnej liczbie gości. "Tatusiek" się postarał. Przyjęcie zaręczynowe wydawało się być ogromne. I takie było. Drzwi otworzyły się i wzrok wszystkich powędrował ku niej. Pomału schodziła ze schodów. Jej biała suknia z koronkowymi rękawami symbolizowała niewinność, wysoki kok i kilka kosmków otulających jej twarz pasowało idealnie. Czuła się jak Kopciuszek na balu, z tą różnicą, że radość była udawana.
 Sala była wielka. Ozdobiono ją białymi i czerwonymi różami, a wysokie okna przysłaniały jedwabne zasłony w kolorze ecru. Na stołach stały bogate bukiety i zapalone świece. Zastawa wykonana była z najdroższej porcelany. Ludzie ubrani byli w eleganckie stroje.
 Na dole schodów stał nieco zmieszany Dracon w klasycznym garniturze. Powitał ją poprzez ucałowanie dłoni. Stanęli ramię w ramię. Mimo wysokich obcasów Tenebis ciągle była niższa od młodego mężczyzny. Starała się przybrać arystokratyczny wyraz twarzy, choć sprawiało jej to sporo problemów. Malfoy natomiast nie miał z tym trudności.
 Rozległy się wiwaty. Ojciec chłopaka uciszył tłum i rozpoczął krótką przemowę. Mówił o planach weselnych, przysiędze wierności i innych sprawach organizacyjnych. Na koniec życzył wszystkim dobrej zabawy i znów wybuchła burza oklasków. Wynajęci muzycy zaczęli klasycznym walcem angielskim, a młodzi zgodnie z tradycją rozpoczęli taniec.
 Po 5 minutach usiedli przy stole. Tuż obok czekał Lord Voldemort oraz państwo Malfoy. Byli wniebowzięci, w przeciwieństwie do młodych. Po chwili pojawiły się potrawy i napoje, i trunki. Tenebris nie potrafiła się zdecydować na żaden kąsek. Stres i zagubienie robiło swoje. Jej niepewność zauważył Draco. Złapał ją za dłoń i, gdy nie odtrąciła go, uścisnął ją. Pochylił się do jej ucha i szepnął.
-Nie bój się. Wiem, że nasze zaręczyny nieco cię wystraszyły, ale wiedz, że nie mam zamiaru robić nic wbrew tobie. Proszę, rozmawiajmy tak jak dawniej. I polecam sałatkę z krewetkami, jest na prawdę smaczna.
Riddle uśmiechnęła się smutno i odwzajemniła uścisk. Spojrzała prosto w jego stalowe oczy.
-Ja także nie chcę niszczyć naszej przyjaźni i boję się, że może to nastąpić...
-Porozmawiajmy o tym później. Teraz jest bal, rozwesel się trochę. Nie myśl o tym, że wkrótce staniemy przed ślubnym kobiercem. - Uniósł jej dłoń i ucałował. - Dobrze?
 Zgodziła się, choć gest chłopaka był dla niej oczywisty. On na prawdę się cieszył z tych zaręczyn.


 O północy, gdy bal trwał w najlepsze, młodzi wybrali się na krótką przechadzkę. Nie mieli czasu, aby ze sobą na spokojnie porozmawiać, aż to tej pory. Wyszli na taras. Temperatura była bardzo niska, więc Tenebris od razu przeszyły dreszcze. Po chwili na jej ramionach znalazła się marynarka. Draco uśmiechnął się i objął dziewczynę.
 Stali przez chwilę w milczeniu. W głowie córki Voldemorta kłębiło się stado myśli za i przeciw, jak, kiedy i co teraz będzie. Chwilę później zdecydowała się na pierwszy krok.
-Jak ty to robisz? -zapytała cicho - Nie jesteś w ogóle zmartwiony zaręczynami? 
-Tylko trochę, ale poza tym czuję się dobrze. - usłyszała nieśmiałą odpowiedź.
 Kolejne pięć minut ciszy było wyjątkowo niezręczne. Ostrożnie schowała lodowate palce pod pachy i patrząc w podłogę zapytała:
-Od kiedy?
 Draco zesztywniał. Kątem oka udało jej się zauważyć, że jego twarz pokryła się lekkim rumieńcem, a ten z pewnością nie był od zimna. Odpowiedź była szybka i zdecydowana.
-Od jakiś dwóch lat. Zacząłem zwracać na ciebie uwagę i zastanawiać się dlaczego akurat ty. Na początku ignorowałem poczucie winy. No bo kto by się przejmował... szlamą? Z czasem sumienie dawało znać o sobie, więc z czasem ograniczyłem dręczenie cię do absolutnego minimum. Wiedziałem, że choć nie wiem co bym robił to i tak mi nie wybaczysz, a jeśli już to i tak nie możemy być w żaden sposób razem. Rodzice by mnie obdarli ze skóry. Tylko to mogłem zrobić. A teraz? Pojawiłaś się w moim domu, okazało się, że jesteś czystokrwista... I rodzice zaaranżowali małżeństwo z tobą! Co więcej, wybaczyłaś mi moje zachowanie... Jedyne, czego się teraz obawiam to możliwość stracenia z tobą dobrego kontaktu. Nie wiem, czy cokolwiek do mnie czujesz, ale mam nadzieję, że mimo zaręczyn będziemy rozmawiać tak jak dawnej.
 Nigdy w życiu nie spodziewała się takiego wyznania wiecznie cynicznego Malfoy'a. Zamknęła oczy i pozwoliła się mocniej objąć chłopakowi. Nie była pewna co do swoich uczuć co do niego. Na razie postanowiła o tym nie myśleć i położyła głowę na jego ramieniu. 



 Przemierzała ciemne korytarze lochów. Ściany, wykonane z czarnego kamienia, były wilgotne. Co jakiś czas wisiały płonące ogniem pochodnie, które i tak dawały bardzo blade światło. Zazwyczaj na przeciw światła były żelazne drzwi z malutkimi kratami na wysokości oczu. Pewnym było, że to są cele lub miejsca przeznaczone do tortur. W panującej tu głuchej ciszy słychać było delikatny trzepot jej szat - szat Śmierciożercy. Włosy związane miała w idealnie ciasny kok, z którego nie wystawał żaden zabłąkany kosmyk. Na oczach miała bardzo mocny makijaż, który potęgował wrażenie niezwykle groźnej i ważnej osoby. 
 Denerwowała się. Była tu dopiero trzeci raz. Pierwsze było spotkanie "organizacyjne" z ojcem. Długo tłumaczył jej rolę w walce oraz zarządzaniu oddziałami początkujących Śmierciożerców. Miała pracować w szkole pod czujnym okiem Dumbledore'a. Ukrywanie się wydawało się jej niemożliwe, ale poznała wiele przydatnych zaklęć maskujących i zwodzących. Do pomocy miała Erię i Lucy oraz zupełnie nową postać, którą pozna dopiero teraz. 
 Drugi raz dotyczył przebiegu wydarzeń. Nie tylko "imprezy powitalnej", ale i całej ceremonii. Nie mogła popełnić żadnego błędu. W przeciwnym razie czekał ją wyjątkowo bolesny wieczór. 
 Dotarła do końca korytarza. Przed wielkimi wrotami czekali na nią dwaj zakapturzeni mężczyźni. Mieli maski i oficjalny zakaz odzywania się, więc nie miała pojęcia z kim ma do czynienia. Sztywno kiwnęła im głową na powitanie. Odpowiedzieli tym samym i otworzyli drzwi. 
  W środku, na przeciw wejścia, stały dwa trony. Przed jednym, zdecydowanie większym, stał Lord Voldemort. Pozostała dwójka dołączyła do dwunastoosobowego kręgu. Najwierniejsi, najbardziej godni zaufania. W środku stały cztery osoby, ona miała być piąta. Majestatycznym, wyćwiczonym wręcz krokiem stanęła między nimi i oddała pokłon swemu ojcu. Rozpoczęła się ceremonia.
 Magią zerwano pozostałej czwórce maski. Draco, Eria, Lucy oraz czwarta, nieznana jej kobieta, stali sztywno i z obojętnym wyrazem twarzy spoglądali w stronę czarnego Lorda. Ten magią przywołał do siebie medaliony. Pięciu wybranych rozcięło lewe przedramiona młodych i z krwią na nożach podeszli do Voldemorta. Blada postać wymawiała zaklęcie w prawie tylko sobie znanym języku - mowie węży. Szkarłatny płyn z każdego ostrza wsiąkł do każdego medalionu z symbolem Salazara Slytherin'a. Za sprawą kolejnego zaklęcia trzy medaliony znalazły się na szyjach Erii, Lucy i trzeciej Śmierciożerczyny. W tym samym czasie wprowadzono dwie związane osoby. Byli to ich rówieśnicy. Tenebris rozpoznała w nich uczniów Hufflepuff'u i Ravenclaw. Szlamy.
-Dowiedźcie, że jesteście godni noszenia tych medalionów oraz do wypełnienia powierzonej wam misji.
 Było oczywiste co mają zrobić. W mgnieniu oka w dwie przerażone postacie pomknęły zielone promienie.  

_________________
Napisałam. Niektórzy powiedzą na reszcie, ja powiem, że niewyspanie służy mi w pisaniu wszelkich inicjacji. Mam nadzieję, że rozdział jest dobry, bo głowiłam się nad nim bardzo długi czas. Nie obijałam się i czytałam co kilka dni to co już miałam zapisane. I wymyślałam jak to zrobić. Tak więc (wiem, że nie zaczyna się zdania w ten sposób) zakończyłam.

I info dla wszystkich. Jestem w klasie maturalnej co oznacza dużo nauki. Pisanie komentarzy w postaci: KIEDY NASTĘPNY nie pomaga, a wręcz irytuje. Rozumiem i schlebia mi to, że podoba wam się to co tworzę i że czekacie na kolejne rozdziały... Chciałabym jednak, abyście nie zawalali mi ten sposób głowy. Wtedy nie dość, że chodzę zła to jeszcze siedzę przed ciężkim dla mnie rozdziałem i nic dobrego nie mogę wymyślić, bo do głowy same buble. Wybaczcie mi to, że w stosunku do tego zachowuję się tak jak zachowuję, ale nie jestem robotem. Mam nadzieję, że nie znielubicie mnie za to i troszkę wyluzujecie. Nie zapomniałam o pisaniu, ale mam też swoje życie, potrzeby i inne ważne sprawy typu egzamin dojrzałości.
Kocham was, Tenebris.